Mój pierwszy raz z wilkiem

Odkąd w 2018 roku Nadleśnictwo Świeradów poinformowało o obecności wilka w tutejszych górskich lasach, umieszczając kadr z fotopułapki, od razu zafascynowałem się tymi zwierzętami. Zacząłem przeczesywać internet w poszukiwaniu jakichkolwiek informacji o wilkach w Górach Izerskich, pytałem kogo tylko się dało, czasem przypadek decydował, że poznawałem osoby, które naukowo śledzą temat izerskich wilków. Canis lupus pozostawał jednak nieuchwytnym leśnym duchem, aż do soboty 12 lutego 2022 r. …

12 lutego 2022 r.

Pierwszy zimowy słoneczny weekend od niepamiętnych czasów. Tegoroczna zima spowiła Izerbejdżan szarą ponurą mgłą przygnębienia. Wreszcie jednak na pogodowym horyzoncie pojawił się mały promyk nadziei, który w sobotę zamienił się w białe złoto. Zimowy weekend i słoneczna pogoda wręcz zasypywały głowę mnogością pomysłów na aktywne spędzenie wolnego czasu. Przemek zaproponował wędrówkę ze Śnieżką w roli głównej. Adaś i Julka zagrzewali mnie do kolejnych biegówkowych szlifów w Jakuszycach. Ostatni weekend ferii, który był jednocześnie oknem pogodowym zwiastował dzikie tłumy w obu tych miejscach, a że w góry chodzę dla ciszy i spokoju, to zreflektowałem się i zacząłem obmyślać gdzie by tu uciec wyjściem awaryjnym. Już od dawna myślałem o czeskiej części Gór Izerskich, gdzie nigdy nie byłem, a gdy pomyślałem o baśniowych krajobrazach rodem z Narnii, z każdą sekundą utrwalał się pomysł na wędrówkę u naszych południowych sąsiadów. Hejnice – Oresnik: nie za długo, ale ciekawie, na próbę.

O 8.00 z plecakiem na tylnym siedzeniu auta, wyruszyłem z domu i skierowałem się na przejście graniczne w Świeradowie – Czerniawie Zdroju. Skręciłem za znakami w Orłowicach, mijając kopalnię łupka. Mały ruch samochodowy, słońce przedzierające się przez las, idylla. Zimowe warunki drogowe były jednak mało sprzyjające. Widziałem, jak auta z naprzeciwka zwalniają – pomyślałem, że najgorsze lodowisko dopiero przede mną. Myliłem się i kilka sekund później moim oczom ukazał się prawdziwy powód zatrzymania aut – WILK! Zbiegł z góry i widząc obce nieznane obiekty przebiegł z gracją przez drogę i popędził dalej. Widać w nim było jednak pewność ruchów – jakby czuł, że jest u siebie i z nonszalancją może poruszać się po swojemu. Cztery lata tropiłem wilki izerskie, szukałem, pytałem, nasłuchiwałem, marzyłem o zdjęciu, wiedziałem nawet gdzie mniej więcej mogę na nie trafić, a one i tak mnie przechytrzyły. Wilk, który przebiegł przed moim autem był pięknie umaszczony, odziany w puszyste zimowe futro. Charakteryzował się masywną budową ciała i solidnym karkiem – z łatwością mógł poradzić sobie z nieproszonymi na swej drodze psami lub dziką leśną zwierzyną. Emocje, adrenalina, zachwyt, cud – wszystko w jednym momencie eksplodowało we mnie. Nie dość, że spotkałem jedno z najrzadszych stworzeń w okolicy, będące symbolem izerskiej dziczy, to spełniłem swoje marzenie o zobaczeniu wilka, za którym chodzę od lat. To nieoczekiwane spotkanie miało dla mnie wartość symboliczną, jakby wilk chciał przekazać mi, że to jego ziemia, że daje sobie radę mimo coraz szerszej ekspansji człowieka i że to on zdecyduje, kiedy chce mnie zobaczyć, poznać, a nie ja. Wszystko działo się tak szybko i niespodziewanie, że nie zdążyłem zrobić zdjęcia. Wracając później z Czech zatrzymałem się jednak w miejscu wilczej wędrówki i znalazłem jego tropy. Przez chwilę mogłem poczuć się jak indianin lub traper z dalekiej Północy. Instynkt pierwotny.