Baśniowe listopadowe Izerskie

Izerska zima w ostatnich latach jest dość kapryśna i choć góry te znane są z surowego klimatu, to w listopadzie i na początku grudnia śnieg pada, kiedy chce i za nic nie chce współpracować z moimi planami wyjść w góry. Jednak muszę przyznać, że każda inna pogoda niż normalna, w Izerbejdżanie stwarza widowisko wręcz baśniowe. Zapraszam na śnieżno-mglistą wędrówkę między Świeradowem, Jakuszycami a Chatką Górzystów. Jak zawsze z przygodami!

Na wstępie przyznam się Wam do pewnej przemiany, której doznaję tej jesieni i zimy, a której pewnie poświęcę osobny wpis. Mianowicie chodzi o zwierzęta w Izerach. We wrześniu pasjonowałem się tutejszym rykowiskiem, a od 2 lat – a zwłaszcza teraz, po pierwszym śniegu – szalenie wciągnął mnie temat wilków izerskich. Terytorium na w pół dzikie, ogromne, a wilków jest raczej garstka – ale są. Te tajemnicze duchy lasu, których prawie nikt nie widział, ale do ich śladów mam ostatnio szczęście.

Podłużny, duży kształt, odwrócone serce „na pięcie” i przestrzeń między opuszkami.

Zawsze więc, gdy gdzieś idę w Izery, patrzę pod nogi, bo czasem te skarby są bliżej, niż się nam wydaje. A jednocześnie urozmaica to wycieczki i nadaje Izerskim dodatkowego smaku.

Laś świerkowy po horyzont i śnieżny gradient

Krajobrazy Gór Izerskich to albo jedna wielka ciemnozielona gęstwina świerkowa albo przepastne łąki górskie, a wszystko to poprzecinane długimi szutrowymi drogami. Zimą to wszystko nabiera innego wyrazu. Każdy może się poczuć jak na Alasce, na Syberii, czy w Skandynawii.

Izerska autostrada niedaleko Jakuszyc – „Samolot”

Przy niektórych skrzyżowaniach spotkacie tutaj turystyczne drewniane wiaty, gdzie można się schronić przed ulewą lub śnieżycą. Okryte śniegiem wyglądają jak piernikowe bajkowe chaty. Nalewacie sobie wtedy herbaty z termosu, zagryzacie czymś smacznym, czujecie zapach śniegu i cieszycie wzrok tym, co za oknem. Czy człowiekowi potrzeba więcej do szczęścia?

Chatka Górzystów – mój drugi dom. W tym roku byłem tak jakieś 37 razy. I jeszcze mi się nie znudziła. Często zachodzę do środka i pytam, czy jest pan Staszek i pani Danusia. Gadamy wtedy o zwierzakach, o tym, co nowego w Chatce, jak zdrowie, jak życie. Klimat temu miejscu nadają właśnie te bogate stałe relacje osób, dla których Chatka jest miejscem wyjątkowym, zatem wracają tu często i nawiązują mniej lub bardziej zażyłe relacje z pracownikami Chatki. Bo to wszystko to taka mała wierna społeczność ludzi gór. Poza tym – co ja Wam będę mówił – do Chatki idzie się z każdej strony jakieś 2 godziny, a po takim czasie w mrozie i śniegu rozgrzany kominek, ciepła herbata i suche wnętrze są największym skarbem chwili. Pan Staszek opowie o tropie wilka, który widział gdzieś między Halą Izerską a Stogiem, a Pani Danusia wydychając dym papierosowy ze zmęczeniem przyzna, że już jest zmęczona sezonem turystycznym. Potem pożyczymy sobie wszystkiego dobrego i zobaczymy się pewnie za 2,3 tygodnie. I tak to się już żyje w tym uroczym Izerbejdżanie, krainie przypominającej zimą północnoamerykańskie opowieści z czasów traperów, indian i dzikich zwierząt w lasach.