Urodzinowe refleksje Włóczykija

Piątkowy wieczór, 22 maja 2020 r. Za oknem jeszcze jasno, czuć tę smugę wiatru pachnącą łąkowym listowiem. Sąsiadka sarna, jak zawsze o 20.30 skubie trawę na łące pod domem. Z krzaków dochodzi zgrzyt-śpiew bażantów. Na uszach mam słuchawki i leci to, na co akurat mam nastrój. Boys of summer – piosenka z nagrodą Grammy z 1984 r. Kawałek o letnich przyjemnych wspomnieniach. W tym tonie też będzie ten post-urodzinowy wpis. Tydzień temu skończyłem 25 lat i pora na garść tego, czego mnie życie uczy i jakich wartości mnie nauczyło.

“Z głową w gwiazdach”

Uważam, że zdecydowanie zbyt późno zacząłem życie świadome. Takie, w którym człowiek rozumie wartości, jakimi warto się kierować na tym łez padole. Zaczęło to do mnie docierać dopiero w czasie studiów w Łodzi. Że czasem warto rozbierać każdy dzień na czynniki pierwsze. Że warto więcej dawać, niż brać. Że ludzie są największą frajdą. Zwłaszcza ci, którzy wnoszą coś nowego do Twojego życia, którzy sprawiają, że chce się wyczekiwać jutra, realizować się, czy po prostu śmiać do bólu brzucha. Choć wiadomo – nie zawsze są to uczucia pozytywne.

Wiecie, dlaczego tak lubię urodziny? Bo Polacy mają tendencję do okazywania sobie życzeń i dobrych słów tylko “z okazji” – bo bez okazji to tak nie wypada jakoś. Zatem w dniu urodzin, w święta i inne takie wylewamy z siebie to, co umiemy, co nam tkwi na serca dnie. Ludzie przemijają, świat się zmienia, życie z sekundy na sekundę jest krótsze. Płacimy podatki od absurdalnych rzeczy, kłócimy się o przysłowiową dupę Maryny. Na co czekać? Na okazje? Żyjemy średnio 80-kilka lat. 25 już za mną. Ćwiartka? 😀 Teraz zaczynam widzieć, że szkoda czasu na czekanie “do świąt”. Warto być po prostu dobrym, życzliwym na co dzień. To działa w obie strony.

Codziennie jadąc rano do pracy, czyli starostwa powiatowego, co i rusz ktoś mnie szaleńczo wyprzedza. W drodze powrotnej to samo. W sklepie przy kasie wyścig, “bo spieszy mi się do…”. Jest pan, który poczeka w kolejce do urzędu i zwyzywa przy okazji “urzędasów”, ale jest też pani, która…poprosi urzędniczkę, żeby ta spokojnie zjadła drugie śniadanie, bo jesteśmy tylko ludźmi.

Jest też Izerbejdżan. Kraina, której dotyczy mój blog. Widzieliście, żeby ktoś tutaj spędzający czas, był smutny i zamknięty w sobie? Pięknie, naturalnie, przestrzennie, górzyście, a i ludzie jacyś tacy otwarci, tolerancyjni, bardziej uśmiechnięci, cierpliwi do życia, szanujący czyjąś pracę, wrażliwi na emocje drugiej osoby. Ludzie jeżdżą tu na wakacje i zachwycają się tym miejscem, a ja tu przecież mieszkam. Ale cały czas mam dylemat, czy dobrze robię, że póki co zostaję na prowincji, bo przecież 90% znajomych, młodych jest we Wrocławiu na studiach lub pozostaje tam po okresie kształcenia. Czy tym samym nie prześpię młodości, o której pisałem wyżej, że dopiero zaczynam ją świadomie czuć? Choć z drugiej strony – po 30-40 latach życia ludzie uciekają z Wrocławia. Tak wiele pytań, a zbyt mało odpowiedzi.

W ostatnim czasie poznałem tu wiele fantastycznych osób – być może i Ty, Drogi Czytelniku, jesteś jedną z nich. Wiem, że ciekawi ludzie stanowią o bogactwie tych ziem, że izerskie nocne niebo ma moc spełniania marzeń, że gdzieś w tym izerskim buszu są wilki, których uwiecznienie na “kliszy” jest moim długo wyczekiwanym zamierzeniem, wiem, że herbata i łakocie o zachodzie słońca w górach są kwintesencją wolności. Że nikt mi tego nie zabierze. Izerbejdżan nauczył mnie umiłowania niepodległości, tolerancji dla odmienności i życia po swojemu.

Wiecie, czego się obawiam? Że kiedyś to uczucie do Izerbejdżanu się skończy, że poznam już wszystko i nic nie będzie w stanie mnie już zaskoczyć, jak dawniej. Póki co jednak, choć nie lubię tłumów w górach, próbuję zagadywać ludzi na izerskich szlakach, bo tu przecież jest tak społecznie różnorodnie. Jedni przyjeżdżają od 20 lat, drudzy pierwszy raz, a inni pytają o bloga, o zdjęcia, o mnie. W górach człowieka poznaje się najlepiej. Uszy wychwytują te historie, a usta opowiadają moje. A potem wycieczka się kończy i pewnie nigdy tych samych osób już nie zobaczę, ale będę je wspominał. Może niektóre osoby zapamiętam lepiej, a może ktoś zostanie stałym czytelnikiem bloga? Lub nawet zajrzy choć raz! Znajdzie news o nocnym gwieździstym niebie i zechce tu wrócić?

Mój blog jest urzeczywistnieniem tego, by więcej dawać, niż brać. Życie jest zbyt gorzkie i krótkie, by nie dzielić się z innymi tymi pełnymi pasji izerskimi historiami, mniej lub bardziej prawdziwymi, by nie pokazywać ludziom z całej Polski, że mieszkam w miejscu magicznym. Nic mnie to nie kosztuje, a uśmiech na twarzach turystów i odwzajemniona serdeczność jest górską walutą o kursie wyższym niż euro w czasach zarazy.

I tak sobie myślę, co dalej. 25 lat skończone, a obcy rówieśnicy mówią mi dzień dobry zamiast cześć. Chwila! Włos już nieco siwy, ale czuję się jak młody bóg! Gdyby tak pomyśleć, to kto z lokalsów, będąc w moim wieku, spisywał swoje górskie wspomnienia i uwieczniał je w aparacie? Kto inspirował się izerskimi artystami i Drogą Mleczną nad Chatką Górzystów? Wierzę, że najlepsze jeszcze przede mną i że życie pisze najlepsze scenariusze. Tego i Wam życzę 🙂

Paweł Zatoński / Izerski Włóczykij / świeżo upieczony 26-latek