#7 Róża niejedno ma imię – Dzikie Róże w Janicach

Cykl rozmów z Pogórza Izerskiego, dotyczących funkcjonowania ludzi i ich zajęć w trakcie pandemii koronawirusa, dobiega końca. Niech więc prawdziwym deserem będzie opowieść Magdy z Dzikich Róż w Janicach, która jest żywym dowodem na to, że marzenia się nie spełniają – marzenia się spełnia. Dowodem na to, że być może nasze losy są w pewien sposób z góry ukartowane, tylko dowiadujemy się o tym niespodziewanie, w kolejnym dniu naszego życia. Dzikie Róże to opowieść o ludziach bezgranicznie oddanych pasji i pracy, którzy nie bali się marzyć, a których historia wprawia w  zdumienie. W końcu – róża niejedno ma imię…

autor: Marianna Sztyma

Czytaj dalej #7 Róża niejedno ma imię – Dzikie Róże w Janicach

#6 Góralki miłość do alpak i Proszówki

Myślę, że to już przedostatni wpis z cyklu izerskimi śladami koronawirusa, gdzie zaglądam do lokalnych przedsiębiorców, rzemieślników, pytam o to, czym się zajmują i czy mocno odczuwają skutki pandemii. Tym razem najbardziej oddaliłem się od Gór Izerskich, bo zajrzałem do Justyny i Szymona, którzy w Proszówce pod Gryfowem Śląskim prowadzą hodowlę niecodziennych w tych stronach zwierzątek, zwanych alpakami. Justyna opowie, jakie koleje losu przygnały ją do Proszówki z południa Polski, podzieli się z Wami emocjami, którymi darzy alpaki, a także objaśni, że Tarcza Antykryzysowa w jej przypadku nie do końca pokrywa faktyczne zapotrzebowanie – zwłaszcza ze strony zwierząt.

Czytaj dalej #6 Góralki miłość do alpak i Proszówki

#4 Miłość do Przecznicy…od pierwszego Sylwestra

W czwartej części izerskich wirtualnych spotkań w dobie koronawirusa zabiorę Was do jednej z wielu uroczych wiosek na Pogórzu Izerskim – Przecznicy, gdzie namacalnie możecie doświadczyć szeroko pojętego rękodzieła i ceramiki. Opowie Wam o tym Agnieszka, dla której przecznicki magnes był silniejszy, niż dotychczasowe życie w Łodzi. Opowie również o niesamowitych okolicznościach odnalezienia swojego miejsca na ziemi w tej wsi oraz podzieli się z Wami swoimi przemyśleniami związanymi z koronawirusem. Zapraszam.

Ceramika, garncarstwo, kuźnia i duuużo zieleni – fot. Izerski Potok

Czytaj dalej #4 Miłość do Przecznicy…od pierwszego Sylwestra

#3 Świeradowska foto-optymistka

W trzeciej części mojego cyklu “śladami koronawirusa w Górach Izerskich” zabiorę Was przed obiektyw mojej znajomej po fachu, Natalii Jarczewskiej,  rodem ze Świeradowa, która na co dzień wykonuje m.in. intrygujące portrety w izerskich leśnych zakątkach (i chyba ze względu na te fascynujące zdjęcia z wiankami na głowie kilka miesięcy temu natrafiłem na nią na Instagramie). Czy w branży szeroko pojętej sztuki wirus również odcisnął swoje piętno? Czy można (a może bardziej) czy należy być dzisiaj optymistą? O tym opowie Wam Natalia – zapraszam.

Autoportret ambitnej dziewczyny z prowincji – fot. Natalia Jarczewska

Czytaj dalej #3 Świeradowska foto-optymistka

#2 A po wirusie napijemy się kawy w starej kuźni

W drugim odcinku izerskiej wędrówki śladami koronawirusa zajrzałem do “Ptaśnika” w Pobiednej, niedaleko Świeradowa. Od kilku lat można tam spotkać Magdę i Marka z dziećmi, którzy postanowili tchnąć cząstkę siebie w stary wiejski dom, który jeszcze kilkadziesiąt lat temu pełen był dźwięków kucia podków. Dzisiaj, choć jeszcze ciągle w szeroko pojętej renowacji, to od wiekowych podłóg po mocarny drewniany strop czuć zapach świeżo parzonej kawy…a czy czuć skutki wirusowej pandemii?

Drzwi do raju kawosza 🙂 fot. Ptaśnik

Czytaj dalej #2 A po wirusie napijemy się kawy w starej kuźni

#1 “Nie lubię, gdy zapala mi się zielone światło na pasach”

Drodzy Czytelnicy, sytuacja jaka jest – każdy widzi. Pandemia koronawirusa dotyka w zasadzie każdego, na różny sposób. Jedni mają dość siedzenia w czterech ścianach bez możliwości wyjścia choćby do parku, drudzy nie mogą pogodzić się z zakazem wejścia do lasu, a inni liczą straty z dnia na dzień. Część męczy się w miastach, a pozostali na prowincji cieszą się kilkoma procentami swobody więcej. W moich wpisach często mogliście zobaczyć, że Pogórze Izerskie jest dla wielu wymarzonym miejscem do życia. Czy jednak obraz tej krainy w najbliższym czasie ulegnie zmianie? Jak ludzie radzą sobie z kryzysem i kwarantanną? Odpowiedzi na te i na inne pytania udzielą lokalni przedsiębiorcy, rzemieślnicy i artyści. Ludzie wolni i otwarci na nowe znajomości, którzy z różnych względów postanowili zająć się tu czymś ciekawym. Na początku zapukałem (przez telefoniczne drzwi) do Wolimierza, gdzie jedną z agroturystyk o sielskiej nazwie „Przydębie” https://www.facebook.com/Dom-Gościnny-PRZYDĘBIE-193585074017275/ prowadzi Jagna Jankowska. Kobieta o artystycznej duszy oraz o charakterze pełnym rustykalnej wolimierskiej ekspresji, u której zew natury wygrał z wielkomiejskim życiem.

Przydębie w mroźnej szacie – fot. Przydębie

Czytaj dalej #1 “Nie lubię, gdy zapala mi się zielone światło na pasach”