Plener ślubny w Gierczynie

Przynajmniej raz w miesiącu moje stopy doświadczają gierczyńskich pagórków, a konkretnie tych na tzw. “Fersztlu”, a więc najwyżej położonej kolonii tej wsi – znanej również jako Lasek. Przepiękna dolina, niegdyś tętniąca życiem, a dzisiaj schronienie od szeroko pojętej nowoczesności, miejskiego zgiełku i codziennej gonitwy. Chyba najwięcej wpisów i zdjęć na blogu pochodzi z tego miejsca, choć domostw jest tu ledwie kilka. I teraz czas na historię niesamowitą – w życiu nie przypuszczałem, że będę miał przyjemność uwieczniać “na tych pagórkach leśnych i łąkach zielonych” najważniejsze chwile w życiu młodej pary o “tutejszo-góralskim” rodowodzie. Agata i Leszek dali mi wolną rękę w poszukiwaniu pleneru do zdjęć ślubnych – autentycznie miałem poważny dylemat, bo miejsc “z klimatem” w naszej okolicy jest ho ho ho, a może i więcej, ale padło na “Fersztel”. Zapraszam na krótki foto-spacer z parą młodą…

Przyznajcie, że czerwona ludowa chusta panny młodej i wianek z bukietem polnych skarbów pasują tutaj jak nigdzie indziej 🙂

[zdjęcia na końcu wpisu]

Na wstępie muszę podziękować młodej parze za możliwość publikacji zdjęć z pleneru oraz pozdrowić Bartka (którego poznałem na weselu nowożeńców, a który jak się okazało zagląda na mojego izerskiego bloga) 🙂 W sumie mogę pozdrowić wszystkich, których nie znam, nie znałem, a którzy czytają te teksty 🙂

Po wyjściu z auta zabraliśmy wszystkie potrzebne “gadżety” do ubioru państwa młodych, z czego połowa była inspirowana rodzinnymi stronami pana młodego, który pochodzi z okolic Nowego Sącza (lub temu podobnych – tak czy siak, charakteryzacja w połowie była typowo góralska). Ruszyliśmy starą asfaltówką pod górę w stronę lasu. Przy okazji minęliśmy ostatnie (w sumie jedyne) domostwo przy tym szlaku i akurat powitał nas wychodzący z garażu gospodarz, wyraźnie zaskoczony takimi gośćmi nieopodal swojego domu. Z zaciekawieniem i uśmiechem na twarzy jak nas przywitał, tak pożegnał i poszliśmy polną, ale już szutrową drogą w stronę najwyżej położonych w okolicy domków, robiąc jeszcze kilka zdjęć w międzyczasie – m.in. to w nagłówku artykułu. Jak zawsze w tym miejscu – został człowiek powitany przez gromadę małych wesołych psiaków. Po lewej mijaliśmy zielony domek, zwany Domem na górce  https://www.facebook.com/domwizerach/  – link dla ciekawskich. Zauważyłem przed domem gospodarzy – w ciemno spytałem, czy pan ma na imię Krzysiek, bo jakiś czas temu zgadaliśmy się na blogu na kawę w ich zielonym domku pod lasem. Było mi bardzo miło, gdy po przedstawieniu się (oczywiście nie mówiłem Paweł, tylko Izerski Włóczykij), ów gospodarz okazał się Krzyśkiem i pamiętał o kawie, kojarząc mnie z bloga. Jeśli to czytasz, Szanowny Krzyśku, to wiedz, że z wielką przyjemnością wpadnę Was poznać 🙂 Na poczekaniu państwo młodzi otrzymali w sumie ciekawy, ale pozytywny komplement: “no takich to tu jeszcze nie było”. Tu mało kto się zapuszcza, a co dopiero nowożeńcy z foto-pomocnikiem. Nie uszliśmy nawet 20 metrów, kiedy przywitał się z nami (pracujący z drugiej strony drogi przy drewnianej chatce) kolejny gospodarz…który okazał się nauczycielem panny młodej ze szkoły średniej w Mirsku. No co za niesamowite historie, prawda? Jaki ten świat jest mały. Po chwilowym wzruszeniu i życzeniach w stronę nowożeńców, ruszyliśmy przed siebie urokliwą dróżką w asyście niewysokich brzózek. Śpiew ptaków i zapach ziół przerywał tylko cichy trzask migawki w aparacie. Warto dodać, że podążaliśmy dawnym szlakiem górniczym, którym dzisiaj można np. spacerować, czy biegać, a stosowne znaki na drzewach przypominają o rodowodzie tej starej wsi. Wyszliśmy na zbocza Kufla, który przypomina ogromne skrzydło samolotu, a jednocześnie przywołał mi na myśl sceny z filmu Gladiator – spalona słońcem trawa przypominała toskańskie zboże. Zdjęciom nie było końca, a humoru dodawał nam sympatyczny piesek z dzwonkiem u szyi, który co chwilę tylko wyskakiwał w górę z wysokiej trawy, a dźwiękiem przypominał dzwonek krowy z alpejskiej doliny. Plener zakończyliśmy przy zabudowaniach Ani z bloga http://www.rozmowki-kobiece.pl – widzicie, mieszkają tu same ciekawe osobistości 🙂 Pewnie macie dość czytania – zapraszam zatem do najważniejszego – do obejrzenia kilku kadrów z tego miejsca:

Z niespodzianką za plecami
Prawda, że podobny widok do krajobrazu z “Gladiatora”?
Wioski w dolinach i przepiękne widoki na pagórkach – sielsko, anielsko.
“Wpłynęli na suchego przestwór oceanu”
Góralska para w górskim plenerze 🙂
Tylko fotograf wie, w ile pokrzyw musiał wskoczyć, żeby wykonać tak rustykalne zdjęcie 😉

Pozostaje życzyć nowożeńcom, by ich małżeństwo było tak cudowne, jak krajobrazy Pogórza Izerskiego 🙂

6 odpowiedzi do “Plener ślubny w Gierczynie”

  1. Nie tylko fotograf wie, ile tam pokrzyw! Ja stamtąd ostatnio kozy wyganiałam, żeby na drogę nie wyszły! No i widzieliśmy jak wracaliście z pleneru. Wszystkiego dobrego młodej parze!

  2. Co tu duzo mowic – Przepieknie Nowozency niech Dobry Bog ma Was w swojej opiece ! A Tobie Pawel zycze sukcesow w tym co robisz

  3. Niech Wam Bóg błogosławi na Nowej Drodze !!!!
    Suuuper pomysł i piękne zdięcia!
    Gratuluje Wam ..nowy “mieszkaniec
    Gierczyna 37…z tym mieszkañcem
    to trochę potrwa ….Reeeemooont:))
    .

    1. Dziękuję za wizytę na blogu, Szanowny Marku 🙂 Dołączam się do życzeń. Powodzenia z remontem, Gierczyn to uroczy koniec świata 😉

      1. Super że jesteście..😊.
        Jesteśmy w ciągłej podróży. ..zarobkowo (Barka),allee napewno bedziemy się strać wpadać czèsto n’a bloga i w realu do Gierczyna.
        Pozdrawiam/ Marek

Pozostaw odpowiedź Marek Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *