Styczniowe nocne niebo nad domem

Nocny widok tutejszego nieba to jedna z największych zalet mieszkania na prowincji. W wielkich miastach również da się zobaczyć gwiazdy, ale już nie w takiej liczbie, natomiast na wsi (najlepiej położonej jak najdalej od większych skupisk ludności) widok tysięcy świecących mikro-punktów na niebie nocą wzywa motyle w brzuchu. To uczucie, kiedy leży się w łóżku, patrzy za okno, a tam nieboskłon daje gwiezdny koncert…Postanowiłem więc, że zwlokę tyłek zza biurka (stąd też widać gwiazdy za oknem) i skorzystam z dość ciepłej jak na zimę nocy.

Gwiazdozbiór Oriona

Pamiętam jak w sierpniu robiłem zdjęcie Drogi Mlecznej…nie wychodząc z domu. Noc była tak ciepła, że otworzyłem okno, skierowałem obiektyw na właściwą sferę nieba i cyk. Nawet ramy okienne załapały się na fotkę. W gwiazdach jest coś mistycznego, co przyciąga ludzkie myśli od tysięcy lat. Stamtąd mieli pochodzić Bogowie, to gwiazdy wyznaczały przez setki lat drogę wędrowcom, żeglarzom i karawanom, to wreszcie wydarzenia na nocnym niebie były oznaką klęsk żywiołowych lub nawet końca świata. Dziś świadomość i wiedza ludzi są już znacznie większe, a mimo to nadal gwiazdy budzą w nas dziecięce, wieczne wręcz marzenia i refleksje. Czy tam ktoś jest, czy są granice tego wszystkiego, kiedy dotrzemy do którejś z nich?

Coś co widzimy, co nas cholernie ciekawi, a czego nie możemy jednak dostać – jedna z niewielu takich rzeczy w ciągu naszego istnienia.

Tato wrócił z dworu i dał sygnał, że widać gwiazdy – nie trzeba mi dwa razy powtarzać, wybieram obiektyw, przykręcam do korpusu aparatu i zbiegam po schodach, widząc, że niebawem gwiazdy znikną pod narzutą pędzących po nieboskłonie chmur.

Tym razem po raz pierwszy “robiłem gwiazdy” obiektywem 135 mm (a z reguły gwiazdy foci się na szerokich obiektywach – np. 15, 28, 35 mm – i tak robiłem do tej pory). Przy 135 mm sprawa jest o tyle trudna, że “gwiazdy widać w większym zbliżeniu” (jakikolwiek ruch aparatu, spowodowany wiatrem, rozmazuje widok; plus szukanie właściwej części nieba i konkretnych gwiazd – to największe wyzwania), a więc widzimy już malutki wycinek nieba, które widziane gołym okiem już jest trudne do ogarnięcia.

Każda pora roku na nocnym niebie wygląda nieco inaczej. W okresie wiosna-jesień bardzo dobrze widać Drogę Mleczną, natomiast zima serwuje nam Gwiazdozbiór Oriona (który latem jest widoczny…ale za dnia). To jeden z bardziej charakterystycznych gwiazdozbiorów – spójrzcie nocą na południową część nieba. Mniej więcej w połowie (może ciut wyżej) między ziemią a punktem nad Waszą głową znajdziecie położone w linii 3 gwiazdy, pod ukosem. To właśnie Pas Oriona, najbardziej znana część całego zbioru.

Na dole Pas Oriona, na górze z lewej “biała” Betelgeza

O Betelgezie mówi się, że wybuchła albo dopiero ma wybuchnąć – jest jak wujek Mietek pod koniec wesela, który już nie ogarnia, czy ma pić, jeść, czy tańczyć i śpiewać. Jest na etapie podobnym do tej gwiazdy. Przy czym, nawet jeśli już wybuchła, to efekty tego wydarzenia dotrą do Ziemi w dłuższym odstępie czasu. Ponoć efekt tego wybuchu będzie przypominał nocą światło Księżyca, będzie tak jasno. Nie ma co się dziwić – Betelgeza jest tak ogromna, że na miejscu Słońca miałaby rzekomo sięgać aż do Jowisza (a samo Słońce ile światła nam daje).

To już zdjęcie robione na 50 mm – mówiąc prościej – widać szerzej, więcej. Również widać białą Betelgezę (nad którą rysuje się delikatnie mniej spektakularna część Drogi Mlecznej). Za to na samym dole z prawej widać Rigel – on również należy do Gwiazdozbioru Oriona i jest jaśniejszy od Betelgezy.

Do domu wracam w co któryś piątek, z reguły po południu, czasem wieczorem (zimą praktycznie tylko w porze nocnej). Od razu biegnę do swojego pokoju, rzucam plecak, torbę i patrzę za okno. Wiele rzeczy przez tyle lat życia się zmieniło, ale niebo wciąż pozostaje to samo, z tymi samymi punktami…w tym samym miejscu. Na swoim miejscu 🙂

4 odpowiedzi do “Styczniowe nocne niebo nad domem”

  1. Wow… Muszę się przyznać, że jak mocno kocham fotografię i próbuję w niej sił, tak nigdy nie fotografowałam gwiazd. Najbardziej kręci mnie macro lub portret. Z wiadomych przyczyn pejzaże. A tu proszę jak piękne mogą być zdjęcia gwiazd! Do tego opisujesz to w ekscytujący sposób. Daje się wywnioskować ile frajdy musi Ci to sprawiać. A ja mogę tylko pogratulować przepięknych zdjęć.

    1. Każdy rodzaj fotografii ma swoje zalety i wymaga pewnej wprawy. Makro i portrety też mają coś w sobie. Pejzaże wydają się najbardziej zwyczajne, ale często są najbardziej efektowne. A gwiazdy? Bez statywu ani rusz. Tu już wygodniej mieć ciut lepszy sprzęt (np. żeby widzieć Pas Oriona czy Drogę Mleczną tak wyraźnie), choć zwykłym najprostszym aparatem też da radę zrobić zdjęcie nocnego nieba. Oj tak, zdjęcia gwiazd to sama przyjemność, bo łączy się nocny spacer po terenie, który już złożył się do snu, wszechobecną ciszę, a jedynymi towarzyszami wędrówki są właśnie gwiazdy, które widać jak na dłoni. Nie są to jednak łatwe zdjęcia, tu już trzeba się trochę nagimnastykować, ale efekty są świetne. Dziękuję 🙂 Pozdrowionka spod rozgwieżdżonego izerskiego nieba!

  2. Rozgwieżdżone niebo to jedna z wielu atrakcji naszego regionu. Pamiętam, jakim szokiem było dla mnie, gdy w młodości przyjeżdżałam z zadymionego Śląska. Zdjęcia świetne, jak zwykle.

    1. Najlepsze jest to, że wychodzisz sobie przed próg domu wieczorem i masz na wyciągnięcie ręki niebo jak w obserwatorium astro 🙂 Tym bardziej właśnie w porównaniu z rozświetlonym i zanieczyszczonym Śląskiem.

Pozostaw odpowiedź Akacja Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *